Jak dziś być świadkiem Ewangelii?


- Wybiła godzina świadków Ewangelii, abp Józef Kowalczyk, Nuncjusz Apostolski w Polsce
- Jak dziś rozwijać wyobraźnię miłosierdzia?, o. Hubert A. Matusiewicz OH, Caritas Polska
- Jak integrować rozwój duchowy z rozwojem moralnym?, ks. Wojciech Bołoz
- Doświadczenie nocy ciemnej w życiu osób świeckich, o. Andrzej Ruszała OCD
- Aktualności ORRK
- Kalendarz ważniejszych spotkań ORRK na rok 2003/2004    


Wybiła godzina świadków Ewangelii
Abp Józef Kowalczyk
Nuncjusz Apostolski w Polsce
Przemówienie abp Józefa Kowalczyka, Nuncjusza Apostolskiego w Polsce, wygłoszone na Spotkaniu Plenarnym ORRK, Warszawa, 30 listopada 2002 r.

1. Owoce waszej pracy świadczą o Was
Serdecznie witam bpa Bronisława Dembowskiego, asystenta kościelnego Ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich i O. Adama Schulza SJ, przewodniczącego Rady, liderów Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich, przedstawicieli Diecezjalnych Rad Ruchów i Stowarzyszeń, kapłanów odpowiedzialnych za Ruchy w diecezjach.
Ostatni raz byłem na waszym spotkaniu ponad 10 lat temu (1992), wtedy kształtowaliście dopiero waszą współpracę między ruchami oraz między ruchami a pasterzami. Wiele się zmieniło od tego czasu w ruchach oraz w Kościele polskim. Powiększyła się trzykrotnie liczba członków ruchów i stowarzyszeń (z ok. 700 tys. do 2,2 mln). Ruchy podjęły w tym czasie wiele cennych inicjatyw w dziedzinie ewangelizacji, apostolstwa w wymiarze społecznym, edukacyjnym, charytatywnym. Zorganizowaliście dwa Ogólnopolskie Kongresy Ruchów i Stowarzyszeń, w których brałem udział. Jednocześnie poinformowano mnie, że w diecezjach zorganizowaliście ponad 60 Kongresów Diecezjalnych, co zaowocowało powstaniem - w większości diecezji - Diecezjalnych Rad Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich.
Należy Bogu dziękować za tak obfite owoce działania Ducha Świętego oraz Wam za włożony wysiłek w to, aby „zrzeszenia” katolickie odnalazły swoje trwałe miejsce w Kościele polskim.

2. Nowy etap posługi ruchów w Kościele
Ważnym wydarzeniem dla ruchów stało się spotkanie przedstawicieli ruchów kościelnych z Ojcem Świętym w Rzymie 30 maja 1998 r., w przededniu Wielkiego Jubileuszu. Zostało ono określone jako bierzmowanie ruchów. Podczas tego spotkania Papież tak określił miejsce ruchów w dzisiejszym Kościele: „Nowe ruchy powstawały i rozwijały się w życiu Kościoła jako element nowy i niespodziewany, a czasem nawet naruszający dotychczasową równowagę. Rodziło to wątpliwości, niepokoje i napięcia; czasem wiązało się z przejawami zarozumiałości i nieumiarkowania z jednej strony oraz licznymi uprzedzeniami i zastrzeżeniami z drugiej. Ten okres poddał ruchy próbie wierności i pozwolił ocenić autentyczność ich charyzmatów.
Dzisiaj otwiera się przed wami nowy etap: etap kościelnej dojrzałości. Nie znaczy to, że wszystkie problemy zostały rozwiązane. Jest to raczej pewne wyzwanie. Droga, którą trzeba przejść. Kościół oczekuje od was "dojrzałych" owoców jedności i działania.
Zrzeszenia katolickie od czasu Soborowego ożywienia przeszły próbę eklezjalnej weryfikacji charyzmatów i stały się żywą częścią wspólnoty Kościoła. Ta dojrzałość cieszy, ale i zobowiązuje.
Kiedy patrzymy na ruchy rozwijające się w Polsce możemy powiedzieć, że one również dojrzały eklezjalnie, że wzajemna relacja między wymiarem hierarchicznym a charyzmatycznym dojrzała eklezjalnie. Świadectwem tego są organizowane przez was Kongresy, zarówno ogólnopolskie, jak i diecezjalne. Jednak pojawiają się sytuacje, kiedy dochodzi do napięć między duchownymi a świeckimi animatorami ruchów, ale nie są to napięcia, gdzie jedni występują przeciw drugim, lecz napięcia wynikające z poszukiwania dróg wspólnego świadczenia o Bogu we współczesnym świecie.
Działania, które podejmujcie świadczą również i o tym, że wasza współpraca jest coraz dojrzalsza. Nie byłoby możliwe podejmowanie tak wielu dzieł apostolskich i ewangelizacyjnych bez współpracy ruchów i stowarzyszeń, i to zarówno na płaszczyźnie ogólnopolskiej, jak i diecezjalnej. Nie zniechęcajcie się trudnościami, które na tej drodze doświadczacie - one są po to, aby dojrzewała wasza jedność w misji Kościoła.

3. Pomagać człowiekowi na nowo odkryć jego godność
W centrum waszej pracy apostolskiej i formacyjnej winien być człowiek, bowiem wszystkie drogi Chrystusa i Kościoła prowadzą do człowieka. Duch Święty nieustannie prowadzi was do drugiego człowieka, aby mu pomóc. Jest to ważne przypomnienie, wszak dziś wielu ludzi traci zaufanie do swojego człowieczeństwa, traci zaufanie do innych i do samego siebie. Wiek XX pokazał nam jak okrutny może być człowiek wobec człowieka. Patrząc na brak szacunku do życia ludzkiego, na różnorodne formy okrucieństwa, które człowiek człowiekowi zgotował, można łatwo utracić zaufanie i wiarę w godność i dobro człowieczeństwa. Tracimy wiarę w człowieczeństwo przygniecieni własnymi lękami, słabościami, poczuciem winy, grzechami i złem świata, bezradnością i bezsilnością wobec ogromu problemów, którym nie jesteśmy w stanie zaradzić.  
W miłosierdziu Boga człowiek na nowo może odnaleźć swoją godność, odkryć bogactwo swojego wnętrza, odzyskać siłę do dalszej wędrówki i służby innym. W zawołaniu, które ukazała nam św. Faustyna: „Jezu ufam Tobie” odnajdujemy siłę do głoszenia i czynienia miłosierdzia najbardziej potrzebującym.
Sama sprawiedliwość dziś nie wystarcza, aby rozwiązywać problemy społeczne, które ludzkość napotyka. Sprawiedliwość społeczna musi być ubogacona miłosierdziem, które nie jest uczuciem, ale czynem serca i umysłu. Jest wielką łaską Boga ubogacającą pracę i życie człowieka. Starajcie się z niej czerpać siłę do waszej posługi apostolskiej i ewangelizacyjnej.

4. Nowe wyzwania
Świat dziś przeżywa wiele zmian: globalizacja, z nadziejami jakie niesie i niebezpieczeństwami; rozwój nowych technologii, kultury medialnej, ale jednocześnie pogłębia się podział na biednych i bogatych, na tych, którzy mają dostęp do nowych technologii i go nie mają, na tych, którzy mają dostęp do wiedzy i kultury i na tych, którzy nie mają takich możliwości. Pojawiają się niepokojące zjawiska takie jak: życie tak jakby Boga nie było, sekularyzacja, liberalizm moralny, zideologizowana laickość, itp. Wszystkie te przemiany i niepokojące zjawiska winny stać się dla was wyzwaniem do wysiłku głoszenia Ewangelii i podejmowania stosownych działań. Wszędzie tam, gdzie was Bóg postawił otwierajcie drzwi Chrystusowi i człowiekowi, zarówno w życiu rodzinnym, zawodowym, jak i społecznym, gospodarczym, politycznym.
Ojciec Święty mówił do Was podczas pamiętnego spotkania w Rzymie: „W naszym świecie, często zdominowanym przez zeświecczoną kulturę, która upowszechnia wzorce życia oderwanego od Boga, wiara wielu ludzi poddana jest trudnej próbie, a nierzadko słabnie i gaśnie. Odczuwamy, zatem pilną potrzebę skutecznego głoszenia wiary oraz solidnej i głębokiej formacji chrześcijańskiej. Jak bardzo potrzeba dziś dojrzałych chrześcijan, świadomych swojej tożsamości nadanej im przez chrzest, świadomych swojego powołania i misji w Kościele i w świecie! Jak potrzebne są żywe wspólnoty chrześcijańskie! Dlatego właśnie powstały ruchy i nowe wspólnoty kościelne: są one odpowiedzią, wzbudzoną przez Ducha Świętego na to dramatyczne wyzwanie schyłku naszego tysiąclecia. To wy właśnie jesteście opatrznościową odpowiedzią.” (Przemówienie Ojca Świętego do przedstawicieli ruchów kościelnych, Watykan, 30.05.1998)
Europa się jednoczy i ten proces coraz bardziej nas dotyczy. Nie bójcie się jednoczenia Europy ani procesów globalizacji w świecie, ale bądźcie wobec nich profetyczni, dostrzegajcie to co jest dobre, to co jest złe. Zastanawiajcie się też jak wykorzystać te nowe możliwości do głoszenia Dobrej Nowiny. Pomóżcie otwierać drzwi Europy i świata dla Chrystusa.
Świat potrzebuje Chrystusa i Jego Ewangelii, bo dzięki Niemu człowiek odzyska swoją godność, a żyjąc według Ewangelii i nauki społecznej Kościoła jest w stanie zapewnić godziwe warunki życia sobie i innym.

5. Potrzeba świadków Ewangelii
W Waszej pracy apostolskiej i ewangelizacyjnej służycie ludziom potrzebującym, formujecie elity życia duchowego, intelektualnego, kulturalnego, społecznego i politycznego zdolne do podejmowania wyzwań, jakie stają przed dzisiejszym światem.
Apostolstwo wasze obejmuje wiele obszarów życia między innymi: rozwój życia duchowego, działalność charytatywna, młodzież, rodzinę, edukację, ekumenizm, ekologię, zaangażowanie w życie społeczne i publiczne, kształtowanie kultury, życie gospodarcze, kształtowanie postaw moralnych i etycznych społeczeństwa, praca na forum międzynarodowym (jako organizacje pozarządowe). Ewangelizację życia społecznego prowadzicie nieformalnie, jak i instytucjonalnie poprzez: szkoły, ośrodki pomocy społecznej, hospicja dla bezdomnych, centra dla młodzieży; członkowie ruchów są aktywni we władzach lokalnych, samorządowych. Każda forma waszej posługi jest cenna, bo wciela w życie Kościoła i społeczeństwa dobro Bożej Miłości wobec człowieka. Szczególnie dziś światu potrzeba tej bezinteresownej miłości.
Współcześnie apostolstwo wymaga od Was prawdziwego radykalizmu w życiu Ewangelią, po prostu świętości. Mówił o tym Ojciec Święty w „Novo Millennio Ineunte”. To ciągle jest wielki program pracy Kościoła na nadchodzące czasy. Niech Wasze wspólnoty staną się szkołami modlitwy, która jest naszą odpowiedzią na laicyzację świata. Wspólna modlitwa, Eucharystia, sakrament pojednania to są drogi, poprzez które Bóg będzie was prowadził i obdarzał nowym światłem i mocą do waszej posługi.
Dzięki łasce Boga odnajdziecie te kierunki waszego życia i posługi, które dziś są najważniejsze, które są Bożą misją Wam powierzoną.
Dziś mówi się wiele o szczególnych zadaniach ludzi świeckich w życiu Kościoła. Podejmując ten wątek trzeba jasno powiedzieć, że Kościół we współczesnym świecie oczekuje od ludzi świeckich szczególnego świadectwa bycia człowiekiem, chrześcijaninem, katolikiem. Wy jesteście powołani do tego, aby być takimi świadkami coraz bardziej.
Korzystając z okazji pragnę Wam podziękować za tak aktywne włączenie się Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich w obchody Dnia Papieskiego. Jest to nasz wyraz jedności z Ojcem Świętym, czas zgłębiania Jego przesłania, a zarazem, przez zbieranie ofiar pieniężnych, konkretna pomoc młodzieży najbiedniejszej.
Za miesiąc rozpoczynacie trzyletni program przygotowań do III Ogólnopolskiego Kongresu Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich. Przedstawiony on został kilka dni temu Biskupom przez O. Adama Schulza SJ, przewodniczącego ORRK. Życzę Wam, aby ten wysiłek, który podejmiecie dopomógł zarówno Wam jak i tym, do których jesteście posłani i wydał jak największe owoce. Bo dzięki waszemu zaangażowaniu Kościół, który jest w Polsce staje się bardziej żywotny.


Jak dziś rozwijać wyobraźnię miłosierdzia?
Nowe wyzwania w naszej posłudze miłosierdzia
o. Hubert A. Matusiewicz OH, Caritas Polska
Konferencja wygłoszona na Spotkaniu Plenarnym ORRK
Warszawa, 30 listopada 2002 r.


Potrzebna jest dziś nowa „wyobraźnia miłosierdzia”, której skutecznym przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr  .
Tak kreśli Ojciec Święty Jan Paweł II wizję chrześcijańskiej diakonii wprowadzając Kościół w nowe tysiąclecie. Kluczowe określenie „nowa wyobraźnia miłosierdzia” rozbrzmiewa odtąd często w nauczaniu Ojca Świętego. Nabiera treści, konkretyzuje się i zarazem zatacza coraz szersze kręgi znaczeniowe. Podczas sierpniowej pielgrzymki do „źródła kultu Jezusa miłosiernego”  przemawiając na krakowskich Błoniach Jan Paweł II wskazuje z naciskiem na konieczność odkrywania tej duchowej perspektywy miłosierdzia  . Wsłuchując się w nauczanie papieskie coraz pełniej pojmuje się „nowość” wyobraźni miłosierdzia. Tym bardziej, że np. w przemówieniu z dnia 7 października br. skierowanym do uczestników 17. Międzynarodowej Konferencji, poświęconej tożsamości katolickich placówek ochrony zdrowia i odbywającej się w Rzymie, Jan Paweł II zachęca do szukania inspiracji do pracy wśród chorych w odnowionej „wyobraźni miłosierdzia”  .

1. Jak zatem rozumieć „nową wyobraźnię miłosierdzia”?
Spróbujmy podjąć wspólnie próbę znalezienia odpowiedzi na to pytanie, podążając za myślą Ojca Świętego.
Najpierw, dlaczego „nowa”? Wynika to z nowych wyznań, jakie stają przed Kościołem w nowym tysiącleciu. Nie wszystkie one są substratem ostatnich dziesięcioleci, bo aktualny rozwój cywilizacji nadaje często „nowe oblicze” dawnym formom i przejawom ubóstwa i niedostatku. Przyczyną niesprawiedliwych zjawisk społecznych są dysproporcje w dostępie do korzystania z osiągnięć gospodarczych, kulturowych, technicznych i duchowych. Dysproporcje są uderzające, gdyż tylko mały procent ludzkości korzysta ze zdobyczy cywilizacji, natomiast miliardy z populacji ludzkiej żyją poniżej minimum socjalnego. A 1/5 ludności świata, nie może na swoje utrzymanie wydać nawet 1 dolara dziennie. Następstwem postępującej sekularyzacji, wkraczającej w różne dziedziny życia, jest grzech przeciw bliźniemu. Ojciec Święty zachęca zatem do budowania cywilizacji miłości, która pozwoli na udział w postępie społecznym całej rodziny ludzkiej, tak by zdobycze i osiągnięcia technologii służyły wszystkim ludziom. Jednak Jan Paweł II jakby ogarniając wzrokiem cały świat tak często wskazuje na tych, których nie można pozostawić bez zatroskania i pomocy:
•    umierających z głodu,
•    analfabetów,
•    bezdomnych,
•    pozbawionych podstawowej opieki medycznej,
•    przeżywających poczucie bezsensu życia,
•    ofiary narkomanii,
•    opuszczonych w starości i w chorobie,   
•    ulegających degradacji i dyskryminacji społecznej  .

Jakże pokrywa się to z praktycznym doświadczeniem organizacji charytatywnych, które zwracają uwagę na nierozwiązane od dawna problemy społeczne i pojawiające się nowe zjawiska socjalne, które pogłębiają i poszerzają skalę biedy i alienacji:
•    bezrobocie,
•    położenie rodzin wielodzietnych i osób samotnie wychowujących dzieci,
•    zadłużenie (50% gospodarstw domowych nawet krajach rozwiniętych jest nadmiernie zadłużonych, wiele z nich całymi latami nie jest zdolne do wypłacalności),
•    uzależnienia (alkoholizm, narkomania, lekomania, uzależnienia w sferze popędowej),
•    przestępczość oraz położenie skazanych opuszczających zakłady penitencjarne,
•    poczucie winy,
•    utrata sensu i nadziei życia,
•    depresja i rezygnacja,
•    tendencje samobójcze,
•    zaburzenia psychiczne,
•    zakłócenia relacji interpersonalnych i zachowania ekscentryczne .

Nowa „wyobraźnia miłosierdzia” również dlatego, że będzie ją cechowała nie tyle efektywność udzielanej pomocy, ale przede wszystkim „zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka”  . Adresatem i odbiorcą Ewangelii miłości jest zawsze konkretny człowiek. Tak rodzi się poczucie więzi z drugim człowiekiem, świadomość społecznego wymiaru człowieka i w konsekwencji poczucie sprawiedliwości  . Nie bez trudu, samozaparcia i ofiary dokonuje się wysiłek dostrzegania w drugim dobra, zwłaszcza przesłoniętego – budzącymi naturalny opór – symptomami biedy i wyobcowania. Umiejętność dowartościowania drugiego człowieka wiąże się z wyjściem z kręgu własnego egoizmu i odkrywania wagi i piękna służenia innym  . Niezwykle ważna jest ta zdolność dostrzegania osoby bliźniego, nawet jeżeli jego człowieczeństwo należy do jednego z tych najmniejszych w ocenie ludzkiej. Chodzi bowiem o wymianę wartości, a nie tylko świadczeń. Udzielając pomocy nie można traktować ubogiego jedynie jako kogoś potrzebującego pomocy. Wówczas bowiem nie dochodzi do spotkania z nim na płaszczyźnie osobowej. Nie następuje relacja „ja” – „ty”, a co najwyżej „ja” – „on”. Nie można nazwać dziełem chrześcijańskiego miłosierdzia takiego działania, gdy wspomagany pozostaje dla nas kim obcym, postrzegany jedynie jako przedmiot naszej troski, bez podmiotowej relacji miłości.

Nowa „wyobraźnia miłosierdzia”, bo – jak pisze Ojciec Święty – wymaga większej inwencji twórczej  . Chrześcijańska inicjatywa winna dotyczyć zarówno sposobów i metod przekazywania pomocy, jak też wysiłku zmierzającego do osobistego wzrastania i umiejętności solidaryzowania się z bliźnim w potrzebie, aż do dawania świadectwa braterskiej wspólnoty dóbr. Wezwanie, by w każdej chrześcijańskiej wspólnocie ubodzy czuli się ”jak u siebie w domu”  , uprzytamnia nam miarę naszego trudu w naśladowaniu miłosiernego Zbawiciela, a także staje się dla nas drogowskazem prowadzącym do Eucharystii. Ten sakramentalny stół zawsze był i jest źródłem oraz znakiem jedności. Wizja Kościoła, wyrażona przez Jana Pawła II, w którym ubodzy czują się jak w domu może urzeczywistnić się jedynie jako komunia, czyli mistyczna jedność z Bogiem i wspólnota z braćmi. Żadna społeczność chrześcijańska nie da się wytworzyć, jeżeli nie ma korzenia i podstawy w sprawowaniu Najświętszej Eucharystii. (...) By zaś sprawowanie Eucharystii było prawdziwe i pełne, musi prowadzić zarówno do różnych dzieł miłości i wzajemnej pomocy, jak i do akcji misyjnej i różnych form świadectwa chrześcijańskiego  . Od zarania dziejów Kościoła Eucharystia zataczała coraz szersze kręgi obejmując nimi potrzebujących. Świadectwo św. Justyna, męczennika o sprawowaniu Eucharystii w II wieku potwierdza, że: bogatsi z nas pomagają biednym  . Ubodzy już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa czuli się we wspólnocie chrześcijańskiej jak u siebie w domu. Ten przejaw obecności Chrystusa objawianej w dziełach miłości podejmowanych przez chrześcijan określa się często jako społeczną perspektywę Eucharystii. Eucharystia staje się szkołą czynnego miłosierdzia. Jest kreatywną obecnością Chrystusa i promieniuje na wiele obszarów życia. Ożywia także wspólnoty, uwrażliwia je na los innych, w tym również wspólnotę parafialną jako ojczyznę duszpasterstwa.

2. Czego nie można pominąć w nowej wizji miłosierdzia?
To objawienie miłości nazywa się również miłosierdziem. To objawienie miłości i miłosierdzia ma w dziejach człowieka jedną postać i jedno imię. Nazywa się: Jezus Chrystus  . Pod tym imieniem Jezus wkroczył w historię człowieka. Przeszedł przez ten świat dobrze czyniąc wszystkim   i lecząc wszelkie choroby i słabości  . Nauczając wielokrotnie przypominał o niezwykłej wadze miłosierdzia w życiu Jego uczniów, stawiając je przed potocznie pojmowaną sprawiedliwością. Spotkanie Bożego miłosierdzia z miłosierdziem ludzkim zawsze stanowiło trudne zadanie. I tak jak w czasie publicznej działalności Chrystusa stawiano wiele pytań, jak postępować w duchu miłosierdzia w konkretnych sytuacjach, tak też i współczesny człowiek niejednokrotnie zmaga się z własnymi słabościami w naśladowaniu miłosiernego Zbawiciela. Jakie zatem miejsce ma miłosierdzie w życiu chrześcijanina wśród innych postaw i zachowań ludzkich? Niejednokrotnie miłosierdzie wyrasta ze współczucia. Innym razem litujemy się nad ludzkim nieszczęściem.

Gdzie przebiega granica pomiędzy miłosierdziem, współczuciem i litością?
Współczucie jest emocjonalnym otwarciem się na doświadczenia uczuciowe drugiego człowieka, aż do odczuwania przeżyć innego tak, jakbym ja sam je przeżywał. Współczucie jest sposobem uczestniczenia w życiu uczuciowym innego człowieka. Buduje ono pomost pomiędzy moim a jego uczuciem. Współczucie zbliża nawzajem ludzi i prowadzi do bliższego poznania oraz więzi emocjonalnej. Współczucie wprowadza nas w sferę uczuć drugiego człowieka. Tak i my doznajemy w jakimś stopniu – „współ-czujemy” – jego radość, smutek, niepokój, cierpienie bliźniego. Człowiek może poszerzać lub zawężać granice swego współczucia. Nie zawsze współczucie jest poznaniem uczestniczącym. Np.: chirurg, gdyby przeżywał współczucie z chorym tak głęboko, że uczestniczyłby w bólu chorego, nie byłby w stanie wykonać operacji. Współczucie prowadzi do poznania drugiego człowieka w ograniczonym zakresie, często jest bardzo emocjonalne, zatem nie daje takiego poznania jak rozumienie lub wiedza. Nie może zastąpić miłosierdzia, chociaż niejednokrotnie do takiej postawy prowadzi  .
Litość jest szczególnie zaawansowaną formą przeżywania współczucia. Niejednokrotnie jest wstrząsem uczuciowym, doznawanym na widok ludzkiego nieszczęścia lub nędzy. W takim stanie człowiek gotów jest pochylić się nad cierpiącym czy poszkodowanym, głęboko przejąć się jego losem, niezwłocznie podjąć konkretne działania. Litość sięga tak głęboko doznań emocjonalnych, że wyciska łzy z oczu, poruszona biedą drugiego człowieka, każe się dzielić tym, co człowiek ma. Łatwo jednak zauważyć ograniczenia litości. Brak jej przede wszystkim zrozumienia. Motywuje do natychmiastowego, niemal odruchowego działania. Roztropność często pozostaje na obrzeżach decyzji człowieka, który się lituje. Poza tym litość jest przeżyciem chwilowym, mija tak szybko, jak doznaliśmy jej. Trwa zwykle nie dłużej niż widok ludzkiej biedy lub możliwość przywołania z pamięci jej obrazu. Zapewne również, dlatego przed litością wzbraniają się nawet ludzie w najtrudniejszej sytuacji życiowej. Odczuwają, że litość ich poniża. Nie chcą, aby pomagać im tylko z litości  .
Bardziej właściwe jest, gdy litość prowadzi do współczucia, a współczucie do miłosierdzia. Bowiem miłosierdzie jest zwieńczeniem miłości, której zarodki są we współczuciu i litości.
Miłosierdzie jest prawdziwym obliczem miłości. Miłosierdzie jest tą formą miłości, która kieruje się w stronę ludzkiej biedy, gdyż biedny jest godny tego, by okazać mu miłosierdzie. Relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżywaniu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jak jest mu właściwa  . Dotyczy to wszystkich ludzi. Uczucie i litość opierają się na tym, co przeżywający je człowiek dostrzega. Miłosierdzie pochyla się nad nieszczęściem, o którym wie. Nawet wtedy, gdy nie widzi i nie słyszy. Miłosierdzie zatem otwiera się również na cały szereg doświadczeń duchowych. Miłosierdzie wierzy, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Ma jednak także świadomość, że aby oczekiwane dobro mogło się urzeczywistnić, potrzeba wzajemnego otwarcia okazującego i przyjmującego miłosierdzie. Zasada miłosierdzia dotyczy bezpośrednich relacji międzyosobowych, jednak wyraża się także pośrednio w relacjach społecznych. Siłą miłosierdzia jest  zaufanie pokładane w Bogu. Ponieważ Boże miłosierdzie nie ma granic, nasze zaufanie do Boga, także nie powinno mieć granic. Ufając Bogu, możemy budować ludzką wspólnotę ufności i dobra. Jan Paweł II często powtarza tę zachętę do budowania cywilizacji miłości. Miłosierdzie ma w niej uprzywilejowaną pozycję.

3. Od wyobraźni miłosierdzia do cywilizacji miłości
Nowa wyobraźnia miłosierdzia inspiruje do działania. Jeżeli obok efektywnie niesionej pomocy, ma nas także prowadzić do przeżywania braterskiej wspólnoty z potrzebującym bliźnim, to stajemy przed pytaniem o naszą tożsamość chrześcijańską: Bóg jest miłością, kim ja jestem? Jezus litował się na widok ludzkiej niedoli, niósł ratunek i nauczał  . Także obecnie dzieła charytatywne są uprzywilejowanym miejscem ewangelizacji. Stają się obszarem duchowego wzrostu tak dla przyjmujących pomoc, jak też udzielających jej. Są sposobnością do świadczenia o miłości Boga do każdego człowieka, a zatem wciąż aktualną propozycją i zaproszeniem miłosiernego Ojca do międzyosobowej relacji między Bogiem a człowiekiem, przeżywanej w miłości i dialogu. Akt miłosierdzia zachodzi pomiędzy dwiema osobami: pomiędzy Bogiem i człowiekiem lub człowiekiem udzielającym pomocy i człowiekiem, który ją przyjmuje. Stąd tak ważne jest pytanie – nie tylko teoretyczne – kim jestem „ja” niosący pomoc i jako „kogo” odbiera mnie ten, komu jej udzielam. W tym kontekście nawet na dalszy plan schodzi zagadnienie: jak pomagać ? A odpowiedź na to pytanie powinna być odnajdywana w coraz pełniejszym zrozumieniu znaczenia świadectwa miłości. Nasz czyn miłosierdzia wobec potrzebującego, ubogiego lub niepełnosprawnego, w Bożym zamierzeniu, „spotyka się” ze zbawieniem – darem Ojca. Warto jeszcze raz podkreślić tę hierarchię: chodzi bardziej o miłosierdzie dzieł, niż o dzieła miłosierdzia. Nie trudno zatem dopatrzyć się wielu podobieństw we współczesnych obszarach ludzkich niedostatków z losem tych, których Jezus objął swymi błogosławieństwami  . Ubodzy w duchu, smutni, cisi, pragnący sprawiedliwości, miłosierni, czystego serca,  wprowadzający pokój, cierpiący prześladowanie dla sprawiedliwości – to ludzie, których Jezus szczególnie ukochał, to Jego wybór miłości. Dziś częściej mówimy: preferencyjna opcja Jezusa na rzecz ubogich. Z nimi indentyfikuje się Zbawiciel. Ludzie odrzuceni społecznie, nawet skrajnie ubodzy, należą do rodziny ludzkiej i z tej racji wraz z nimi tworzymy i przeżywamy wspólnotę cywilizacyjną. W tej wspólnocie zawsze są osoby zdane na pomoc ze strony innych. Pomoc jest potrzebna przeżywającym niedostatki materialne i duchowe. Jako członkowie Kościoła mamy świadomość, że to, co należy do Kościoła, należy do nas. Zarazem Kościół jest wspólnotą zbawienia. W niej przeżywamy dar naszego powołania, w którym uczestniczą wszyscy uczniowie Chrystusa. Każde miejsce, gdzie dzieli się dobra materialne z ubogimi i dobra duchowe z nawet zamożnymi, lecz biednymi duchowo jest miejscem przeżywania jedności tego powołania.
Niezwykle ważne jest także ekumeniczne postrzeganie obecności Chrystusa wśród nas i odczytywanie Jego pragnienia jedności w tym wymiarze. Każdy człowiek ma swą wartość wyższą niż mogą to ocenić nauki empiryczne, np. medycyna lub socjologia. Ubóstwo, choroba, opuszczenie, to znacznie więcej niż tylko brak środków do życia, choroba czy brak więzi z bliskimi. Wymiar ludzki i duchowy, umiejętnie odkrywane w drugim człowieku, pozwalają wraz z nim przeżywać jego godność i wartość. W ten właśnie sposób miłosierdzie czynów nadaje nieodpartą moc miłosierdziu słów. (NMI 50)


Jak integrować rozwój duchowy z rozwojem moralnym?

Ks. prof. dr hab. Wojciech Bołoz
Kierownik Katedry Bioetyki UKSW
Referat wygłoszony na konferencji ORRK: „Nowe wezwania dla duchowości osób świeckich”, Warszawa, 22 lutego 2003 r.

Nauczanie Kościoła podkreśla konieczność łączenia w życiu chrześcijańskim wiary i postępowania. Przekonanie to posiada mocne uzasadnienie biblijne. Sam Jezus przestrzegał swoich uczniów: „Nie każdy, który Mi mówi , wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7, 21). Dobrze znany jest fragment Listu św. Jakuba, w którym rozwinięty jest wątek dotyczący związku wiary i uczynków. Apostoł stawia w nim pytanie aktualne w każdym czasie: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków?” I dalej konkluduje: „wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2,14.17).
Zjawisko niezgodności przekonań i postępowania u poszczególnych osób i całych środowisk znane jest zarówno w historii, jak również w naszych czasach. Nic zatem dziwnego, że wciąż na nowo były i są podejmowane próby wyjaśniania tego zjawiska i przeciwdziałania mu.

1. Zasada rozwoju
Rozwój człowieka dokonuje się dzięki zachodzącym w nim pozytywnym zmianom. Rozwój ten może polegać na wzroście tkwiących w poszczególnym człowieku i należących do niego możliwości, albo też na pozyskiwaniu nowych możliwości pochodzących z zewnątrz. Owe zmiany stanowiące rozwój mogą dokonywać się w oparciu o własne siły lub też pod wpływem zewnętrznych impulsów i zewnętrznej pomocy. Mogą one zachodzić dzięki ukierunkowaniu się ku celowi wznioślejszemu i doskonalszemu niż zaspokajanie własnych potrzeb.
Rozwój powinien dotyczyć wszystkich dziedzin ludzkiego życia: sfery biologicznej (troska o prawidłowy rozwój organizmu), sfery psychicznej (rozwój uczuć), sfery duchowej (rozwój rozumienia i zdolności kierowania własnym postępowaniem) . Rozwój duchowy trzeba by określić jako doskonalenie funkcji umysłu i woli, coraz pełniejsze poznawanie Boga i jednoczenie się z Nim dzięki Jego łasce. Tak rozumiany rozwój duchowy utożsamia się z rozwojem religijnym. Rozwój moralny natomiast, to coraz większa autonomia człowieka, coraz lepsza motywacja jego postępowania i coraz pełniejsza zgodność przekonań oraz czynów.
Celem rozwoju dla chrześcijanina jest urzeczywistnianie zamiaru Boga, który stworzył człowieka, aby on był Jego Obrazem (por. Rdz 1,26; 2,7). Każdy człowiek musi starać się zatem, aby być maksymalnie wolny i zdobyć wiedzę na temat swojej godności oraz celów swojego życia, zdolności i możliwości tkwiących w nim, aby określać swoje życie, współtworzyć społeczność i otwierać się na Boga . Rozwój nie jest zatem tylko pojęciem świeckim, jest on również pojęciem religijnym. Dotyczy każdego człowieka. „Obdarzony rozumem i wolną wolą człowiek jest odpowiedzialny za swój rozwój, tak jak i za swoje zbawienie. Każdy - wspomagany, a niekiedy i krępowany przez wychowawców i środowisko - niezależnie od wpływów, jakim podlega, pozostaje głównym sprawcą swego pomyślnego lub nieszczęśliwego losu. Jedynie bowiem dzięki wysiłkowi własnego rozumu i woli każdy może wzrastać w człowieczeństwie, nabierać wartości, doskonalić samego siebie” . Tak rozumiany rozwój nie jest tylko szansą stojącą przed człowiekiem. Jest również obowiązkiem. Więcej nawet, „rozwój osobowy człowieka stanowi jak gdyby sumę naszych obowiązków” .

2. Skomplikowany proces rozwoju
Rozwój człowieka dokonuje się dzięki wychowaniu i samowychowaniu. We współczesnej pedagogice wychowanie bywa ujmowane jako proces świadomego i planowego oddziaływania wychowawcy na wychowanka, celem kształtowania u niego określonych zmian w osobowości . Określenie to akcentuje wpływ zewnętrznego oddziaływania na wychowanie człowieka. Podmiotem podejmowanych działań jest wychowawca. On określa cele i dobiera prowadzące do nich środki oraz metody, on modeluje osobowość wychowanka poprzez kształtowanie w nim odpowiednich postaw, czyli stałych tendencji poznawczych, emocjonalnych i behawioralnych . Wychowywany zaś pełni w przytoczonym ujęciu rolę głównie pasywną; jest przedmiotem ukierunkowanych oddziaływań. Trudno kwestionować nieodzowność roli wychowawców w twórczym procesie formowania osobowości. To oni przecież udostępniają wychowankowi odkryte i wytworzone w społeczeństwie wartości, oni go chronią przed wypaczeniami charakteru. Dostrzegając ich rolę i znaczenie, należy równocześnie zauważyć, że wychowanek nie traci swojej autonomii w procesie wychowawczym. To on dokonuje ostatecznego wyboru wśród proponowanych mu wartości, on je sobie przyswaja lub odrzuca, czyni je własnymi i partycypuje w ich urzeczywistnianiu lub też szuka dla siebie innych wzorów, i gdy tylko staje się to możliwe, upodabnia się do nich. Jest to z jego strony ogromny wysiłek, który ostatecznie decyduje o skuteczności podejmowanych ze strony wychowawców działań. Dlatego z całą słusznością można powiedzieć, że głównym podmiotem wychowania jest sam wychowanek .
Ten personalizm wychowawczy akcentuje encyklika Jana Pawła II, Veritatis Splendor (VS). Powołując się na Grzegorza z Nyssy, chrześcijańskiego pisarza z IV wieku, papież mówi, że „wszystkie istoty podległe wzrastaniu nie pozostają na zawsze takie same, ale przechodzą wciąż z jednego stanu do innego, poddane nieustannej przemianie na lepsze lub na gorsze (...) Otóż podlegać przemianie znaczy rodzić się wciąż na nowo (...). Tu jednak narodziny nie są następstwem działania zewnętrznego, jak to jest w przypadku istot cielesnych (...). Są skutkiem wolnego wyboru, tak że w pewien sposób to my sami jesteśmy własnymi rodzicami, samodzielnie stwarzamy samych siebie i poprzez nasze wybory nadajemy sobie taki kształt, jakiego pragniemy” . Człowiek rozwija swoją osobowość dzięki swoim aktom podejmowanym w sposób wolny.

3. Rola formacji sumienia w rozwoju moralnym
Sumienie według Katechizmu Kościoła (KKK) powinno być prawe i prawdziwe, tzn. powinno formułować swoje sądy kierując się rozumem, zgodnie z prawdziwym dobrem człowieka chcianym przez Boga . Zarówno KKK, jak też VS wskazują na konieczność formacji sumienia. KKK stwierdza, że „wychowanie sumienia jest nieodzowne w życiu każdego człowieka” i jest ono „zadaniem całego życia” . W obydwóch dokumentach można doszukać się dwóch metod kształtowania sumienia, które trzeba by nazwać jako dwie różne, ale związane sobą metody: metodę egzystencjalną lub praktyczną i metodę teoretyczną. Metody te powinny być stosowane równolegle, podobnie jak stosuje się nauczanie języka obcego poprzez poznawanie zasad gramatycznych i materiału leksykalnego oraz stosowanie ich w praktyce.
Metoda praktyczna, od której powinno się rozpoczynać formację sumienia warunkującą rozwój moralny, polega na „rozważnym wychowaniu” młodego człowieka skłaniającym go do właściwego zachowania się. Jest to zatem powolne zdobywanie cnót lub nabywanie właściwych postaw życiowych. Metoda ta chroni dziecko lub uwalnia je od lęku, egoizmu, pychy, fałszywego poczucia winy, zadowolenia z samego siebie, które to postawy mogą się zrodzić na gruncie ludzkiej słabości i skłonności do błędu. Tak pojmowana formacja sumienia chroni dziecko przed wymienionymi wyżej wadami, umacnia jego wolność i prowadzi do pokoju serca. Metoda ta w dorosłym życiu polega na podejmowaniu poprawnych decyzji moralnych. Człowiekiem moralnym jest ten, który postępuję dobrze.
Równolegle do metody praktycznej powinna być stosowana metoda teoretyczna. Polega ona na kształtowaniu sumienia poprzez słuchanie Słowa Bożego i przyswajanie go sobie na różne sposoby, tak, aby mogło być ono miarą postępowania. Ważną rolę w tym względzie spełnia nauka Kościoła, lektura dobrych książek, uczestnictwo w różnych formach kształcenia, przebywanie w środowisku chrześcijańskim. Dojrzewanie sumienia chrześcijanina ułatwiają dary Ducha Świętego. Duże znaczenie dla formacji sumienia ma medytacja, szczególnie rozważanie życia, męki i śmierci Chrystusa .
Jeżeli uznamy, że sumienie jest „aktem osoby, która staje wobec decyzji moralnej, dokonuje jej i przeżywa jej następstwa” , to dostrzeżemy w sumieniu stosunek całej osoby do wartości moralnych. Takie personalistyczne ujęcie sumienia w odróżnieniu od ujęcia intelektualnego, pozwoli utożsamić formację sumienia z wychowaniem moralnym, a w sensie szerszym w ogóle z wychowaniem, ponieważ wychowanie ma ten sam cel ostateczny, co wychowanie moralne, chociaż trzeba powiedzieć, że się w nim nie zamyka.
Tradycja chrześcijańska podkreśla, że dobrze postępują ludzie dobrzy. Poznanie prawdy warunkuje czystość moralna. Już św. Paweł dokonuje dramatycznego wyznania, gdy pisze o sobie: „Stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach” (Rz 7, 21-23). Podobne doświadczenie opisuje św. Augustyn . Praktyka scholarna dowodzi, że szkoły organizują kursy filozofii, nie ma natomiast kursów mądrości, ponieważ „mądrość osiąga się przez doświadczenie duchowe” .
Dla ukształtowania sumienia prawego konieczne jest wychowanie woli. Jest rzeczą dowiedzioną, że jeżeli ktoś w praktyce świadomie neguje wartości moralne postępując za własnym przekonaniem moralnym, to pomiędzy jego przekonaniami moralnymi a postępowaniem powstaje tak duży rozdźwięk, że człowiek nie jest w stanie go znieść. Zaczynają wtedy funkcjonować w nim mechanizmy obronne prowadzące do samooszukiwania się i łatwo może dojść do deprawacji samego sumienia. Mechanizmy te bowiem zakłócają działanie ludzkiego „kompasu” moralnego .
Dlatego Jan Paweł II w VS mówi: „Aby umieć «rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe» (Rz 12,2), ogólna znajomość prawa Bożego jest konieczna, ale niewystarczająca: niezbędna jest swego rodzaju współmierność (connnaturalitas) człowieka z prawdziwym dobrem. Ta «connaturalitas» jest zakorzeniona w cnotach samego człowieka i dzięki nim się rozwija: w roztropności i innych cnotach kardynalnych, a przede wszystkim w teologalnych cnotach wiary, nadziei i miłości. Taki jest sens słów Jezusa: «Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła» (J 3,21)” .
Równoczesnego praktycznego i teoretycznego formowania sumienia domaga się istnienie tzw. dysonansu osobowego, którego pojawianie się zauważył L. Festinger i opracował naukowo tworząc tzw. teorię dysonansu poznawczego . Dysonans osobowy to napięcie pojawiające się u człowieka wtedy, gdy występują w jego psychice dwa niezgodne ze sobą elementy psychiczne: idee i przekonania oraz postawy. Człowiek potrzebuje scalonej i scalającej wizji świata i siebie umożliwiającej przekonanie, że życie ma sens. Rozziew pomiędzy przekonaniami a postępowaniem tworzy dysonans osobowy, który pozbawia człowieka poczucia jedności i sensu życia oraz  jego porządkującej mocy, dlatego jest przykry, rodzi dyskomfort i stres. Nic dziwnego, że reakcją na niego jest wysiłek zmierzający do jego redukcji. Dokonuje się to poprzez uzgodnienie postaw i przekonań . Osoba prowadząca życie niezgodne z prawym sumieniem będzie starać się najczęściej dopasować swoje sumienie do życia, ponieważ jest to łatwiejsze. Istnieje oczywiście możliwość odwrotna. I wtedy mamy do czynienia z nawróceniem wymagającym łaski.

4. Etapy rozwoju moralnego
Do najbardziej znaczących teoretyków wychowania moralnego jest zaliczany Lawrence Kohlberg. Uważa on, że rozwój moralny dokonuje się na trzech poziomach: prekonwencjonalnym, konwencjonalnym, postkonwencjonalnym. Na poziomie prekonwencjonalnym podstawą oceny danego działania jako dobre lub złe są związane z nim konsekwencje dla danej osoby. Na poziomie konwencjonalnym dobro i zło są określane ze względu na zgodność z obowiązującymi w danej grupie społecznej zasadami. Na poziomie postkonwencjonalnym pojawia się świadomość istnienia obiektywnych wartości i norm moralnych i respektowania ich niezależnie od akceptacji innych osób lub grup . Widzimy zatem, że poziom moralny jest ściśle uzależniony od rozwoju duchowego człowieka. Można by nawet powiedzieć, że rozwój duchowy oznacza rozwój moralny.

5. Zewnętrzne uwarunkowania wyborów moralnych
Badania amerykańskie wykazują, że wpływ na kształtowanie postaw moralnych człowieka mają (w kolejności znaczenia): a) rodzina, b) rówieśnicy, c) środki masowego przekazu, d) szkoła i e) Kościół.
W polskiej rzeczywistości ta kolejność poszczególnych środowisk wychowawczych przypuszczalnie jest inna. Na pewno jednak na pierwszym miejscu pozostanie rodzina, ponieważ ona odgrywa najważniejszą rolę w formowaniu osobowości człowieka. Rodzina bowiem jest pierwszym środowiskiem, z którym spotyka się dziecko. Rodzice przebywają z dzieckiem w dzień i w nocy, oddziałują na nie w sposób świadomy i nieświadomy, przekazując mu własne postawy moralne.
Gdy jednak rodzina nie spełnia swojego zadania, role te często przejmują inne środowiska: grupa rówieśnicza, media, czy nawet szkoła. Nawet jeżeli Kościół pełni rolę wiodącą, to przyjmowanie głoszonych przez niego norm może być spowodowane jego autorytetem, a więc narzucone z zewnątrz, nie zawsze jednak musi oznaczać ich internalizowanie, to znaczy przyjmowanie za własne. Brakuje bowiem niekiedy zrozumienia ich konieczności i pozytywnego oddziaływania na nasze życie. Dlatego też głoszone normy moralne powinny być uzasadniane, tzn. powinny być ukazywane racje, które domagają się ich respektowania i stosowania w życiu. Oprócz argumentów intelektualnych trzeba również starać się przy przekazywaniu wartości i chroniących je norm o pozytywny klimat emocjonalny. Wtedy bowiem istnieje większa szansa, że głoszone normy moralne będą przyjęte i uznane za własne.
W przepowiadaniu moralnym często stosuje się tzw. uzasadnianie autorytatywne głoszonych norm. Polega na odwoływaniu się do takich znaczących osób oraz instytucji życia kościelnego jak:
•    Wybitne postacie świętych, teologów i filozofów;
•    Urząd nauczycielski Kościoła;
•    Pismo święte i tradycja.
Akceptując osoby oraz instytucje Kościoła, przyjmujemy głoszone przez nie sposoby życia.

6. Uzasadnienie prawnonaturalne wyborów moralnych
We współczesnym świecie najbardziej rozpowszechnionym kodem moralnym zrozumiałym dla większości ludzi jest godność ludzka i związane z nią prawa człowieka. Również Kościół coraz częściej posługuje się w swoim nauczaniu tą koncepcją. Wydaje się, że odwoływanie się do praw człowieka wyrastających z ludzkiej natury, z cielesności, rozumności i wolności człowieka, jego zdolności poznania dobra i zła oraz społecznego charakteru, ma coraz większe znaczenie w nauczaniu kościelnym. Niektórzy moraliści postrzegają nawet Kościół jako organizację praw człowieka i szkołę do nich wychowującą . Konieczność respektowania praw człowieka wynika z godności człowieka, czyli jego wartości i dostojeństwa wynikającego stąd, że jest on istotą stworzoną na obraz i podobieństwo Boże, rozumną i wolną oraz powołaną do zjednoczenia z Bogiem. Taki człowiek nie może być traktowany jakkolwiek, ale ze sprawiedliwością i miłością. Powinny być więc zachowane jego ludzkie prawa.

7. Uzasadnianie teologiczne postępowania moralnego
Chociaż argumentacja prawnonaturalna jest ważna, to jednak chrześcijanie mają również inne racje, aby respektować normy moralne i w ten sposób promować swój rozwój moralny. Chodzi tu o argumenty specyficzne, właściwe wyłącznie dla wierzących w Chrystusa i pozostających w łączności z Kościołem.

a) Uzasadnianie teologiczno egzystencjalne
Zarówno w teologii moralnej, jak i w przepowiadaniu coraz większą rolę w uzasadnianiu norm moralności chrześcijańskiej pełni argumentacja odwołująca się do wypowiedzi ukazujących specyficzną dla chrześcijan egzystencję oraz związaną z nią zbawczą funkcję. Ten typ uzasadniania ujmowany jest w zespole pojęć: dar - powołanie - zobowiązanie lub też indykatyw (zdania ukazujące rzeczywistość chrześcijańskiego życia)   imperatyw (zdania normatywne).  Taki sposób uzasadniania głoszonych norm moralnych stosowany jest już w listach św. Pawła. Apostoł Narodów ukazuje w zdaniach opisowych rzeczywistość egzystencji chrześcijańskiej, a następnie, odwołując się do owych zdań opisowych, formułuje normy. Przykładem tego może być tekst zawarty w 1 Liście do Koryntian: „Zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego” (1 Kor 6,11). Następne wiersze tego Listu są wzywaniem wiernych do postępowania godnego „członków Chrystusa”. Taki sposób argumentowania na rzecz głoszonych norm moralnych też nie jest wolny od trudności. Pojawia się bowiem pytanie, w jaki sposób zdania normatywne wynikają ze zdań opisowych. Trudności te dostrzegł G. E. Moore, który w krytyce tzw. błędu naturalistycznego wykazywał, że norm moralnych nie można formalnie uzasadnić przez odwoływanie się do twierdzeń stanu faktycznego . S. Olejnik uchyla ten zarzut wskazując na szczególny charakter uzasadniania treści normatywnej stosowanego przez teologię. Uważa on, że treści normatywne należą do treści wiary i nie są one wyprowadzane na drodze wnioskowania logicznego, ale są tylko ujawniane. Treści te bowiem współtworzą treść wiary . D. Zeller wskazuje, że Paweł mówiąc o chrzcie mówi o pewnej rzeczywistości, która nie minęła ale istnieje nadal (por. Rz 8,1 11). Chrześcijanin przyjmując chrzest wszedł w nową rzeczywistość, stał się uczestnikiem nowych wartości. Formułowane przez Pawła normy mają na celu ocalenie owych wartości. W ten sposób można powiedzieć, że imperatyw jest konsekwencją indykatywu, albo nawet jest już zawarty w samym indykatywie . Inną próbą ukazania związków pomiędzy indykatywem a imperatywem moralnym daje H. Halter, który uważa, że indykatyw chrześcijański wskazuje na nowe możliwości chrześcijanina i nowe uprawnienia. Możliwości te i uprawnienia implikują równocześnie zobowiązanie do skorzystania z nich .

b) Uzasadnianie chrystologiczne
W tym typie uzasadniania egzystencja chrześcijańska (indykatyw) ukazywana jest jako „istnienie w Chrystusie”, co pociąga za sobą wezwanie do odpowiadającego tej sytuacji działania. Według Ewangelii i Listów św. Pawła, chrześcijanin istnieje w Chrystusie. To „istnienie w Chrystusie” domaga się „życia w Chrystusie”. Św. Paweł zwraca się do adresatów swoich listów: „Jak więc przyjęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie: zapuście w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności”. (Kol 2,6). „Wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa” (Ga 3,27). Do tego stwierdzenia Apostoła Narodów o łączności z Chrystusem dołączone jest wymaganie: „Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,14). Oznacza to, że „kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak jak On postępował” (1 J 2,6). Chodzi o to, aby chrześcijanin mógł o sobie powiedzieć, „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Ponieważ chrześcijanin istnieje w Chrystusie, w Chrystusie powinien również postępować upodabniając się do Niego .
Chrystocentryczne ujęcia moralności jest dobrze zakorzenione w europejskiej tradycji teologii moralnej. Wydaje się, że takie ujęcie preferują moraliści polscy . Jego znaczenie dostrzegali już tacy autorzy jak J. Woroniecki i A. Borowski. Na uwagę zasługuje tutaj przede wszystkim S. Olejnik, który w swoich podręcznikach daje temu wyraz. Ten model uprawiania teologii moralnej rozpowszechniony jest również wśród teologów niemieckich, spośród których w ostatnich 50 latach aż ośmiu zbudowało system etyki chrześcijańskiej w tej koncepcji  . Istnieje wiele odmian argumentowania na rzecz głoszonych norm moralnych przez odwoływanie się do zdań ukazujących związek chrześcijanina z Chrystusem. Najczęściej jednak stosowane jest ujęcie nawiązujące do idei naśladowania Chrystusa.

c) Uzasadnianie pneumatologiczne (pneumahagijne)
Św. Paweł uzasadniając głoszone przez siebie normy moralne odwołuje się do różnych argumentów. Wskazuje on na niebezpieczeństwo kary wiecznej (por. Ef 5,3 5), na wolę Bożą (por. 1 Tes 5,16 18), na śmierć Chrystusa za wszystkich (por. Rz 14,15); domaga się naśladowania Chrystusa (por. Ef 5,2), uwzględniania w życiu konsekwencji obecności danego przez Boga Ducha mocy i miłości (por. 2 Tym 2,6 7), respektowania faktu chrztu (por. 1 Kor 6,5 11) oraz wszczepienia w Chrystusa (por. 1 Kor 6,12 20) .
Analizując pouczenia moralne Apostoła Narodów można dojść do wniosku, że mimo różnorodności stosowanych przez niego racji przemawiających za obowiązywalnością głoszonych norm moralnych, wszystkie stosowane przez niego argumenty dadzą się sprowadzić do jednego. Jest nim posłuszeństwo Duchowi Świętemu i podporządkowanie Mu całego życia zgodnie z zaleceniem: „Mając życie od Ducha, do Ducha się stosujcie” (Ga 5,25). Oznacza to poddanie się Duchowi Świętemu, który działa w chrześcijaninie (por. 1 Tes 4,1 12; Flp 2,13; Rz 8,1 14). Lektura listów św. Pawła wskazuje, że być chrześcijaninem oznacza podporządkowanie się Bogu objawiającemu się w człowieku, czyli Duchowi Świętemu. Dlatego też wyżej przytoczone argumenty Pawła przemawiające za głoszonymi przez niego wymaganiami moralnymi, chociaż bezpośrednio nie są odnoszone do obecności i działania Ducha w chrześcijaninie, pośrednio zawsze mają one związek z egzystencją chrześcijańską, u podstaw której jest przecież obecność Ducha. Apostoł bezpośrednio lub pośrednio głosi etykę Ducha, domaga się życia i postępowania w Duchu. Pneuma jest dla Pawła źródłem, siłą i przestrzenią chrześcijańskiej egzystencji. Jest ona także miarą   normą chrześcijańskiego postępowania. Dlatego domaga się on życia „według Ducha” (Rz 8,4), co oznacza poddanie się Bogu obecnemu w człowieku przez Ducha Świętego. To Bóg bowiem, według Pawła, jest w człowieku ochrzczonym „sprawcą i chcenia i działania” (Flp 2,13; por. także 1 Tes 4,8). I to jest właśnie zasada moralna życia chrześcijańskiego .

d) Uzasadnianie teologiczno sakramentalne
W okresie posoborowym coraz większe znaczenie przy uzasadnianiu zobowiązań moralnych chrześcijanina odgrywa odwoływanie się do konsekwencji wynikających z sakramentów. Obowiązuje tu zasada, że imperatyw moralny związany jest z indykatywem chrześcijańskim, będącą następstwem obdarowania sakramentalnego, zarówno eklezjalnego, jak też indywidualnego. Przykłady tak rozumianego uzasadniania znajdują się coraz częściej w dokumentach Magisterium Kościoła, czego przykładem mogą być zarówno dokumenty soborowe , jak też posoborowe  . Związek moralności chrześcijańskiej z sakramentami jest wielowymiarowy. Najpierw sakramenty są źródłem łaski, która uświęca, przemienia i przebóstwia człowieka . Następnie dzięki sakramentom  możliwy jest wewnętrzny związek chrześcijanina z Chrystusem, który ilustruje porównanie Chrystusa o winnym krzewie i latoroślach (por. J 15,5). Dzięki sakramentom kontynuowana jest przez Kościół kapłańska misja Chrystusa. Egzystencja chrześcijańska wyrasta z sakramentów, ma więc charakter sakramentalny.
Argumentacja sakramentalna posiada wiele zalet. Najpierw ukazuje ona powiązanie zobowiązań moralnych chrześcijanina z jego faktem przynależności do Kościoła oraz z egzystencją chrześcijańską. Trzeba jednak zauważyć, że ten typ uzasadniania może być kierowany wyłącznie do ludzi wierzących. Im wiara danego człowieka jest żywsza, tym skuteczniejszy jest również ten sposób uzasadniania .

e) Uzasadnienie teologiczno eschatologiczne
Istotnym elementem nauki Jezusa jest królestwo Boże. Jest ono związane z Jego osobą i dlatego już zaistniało w świecie, ale w pełni objawi się przy końcu czasów. Do udziału w królestwie wezwani są wszyscy wyznawcy Chrystusa. Aby jednak mieć udział w nim, muszą oni spełnić pewne warunki. O warunkach tych mówił sam Jezus. Należą do nich m.in. nawrócenie i wiara, podporządkowanie się woli Bożej, zachowanie podwójnego przykazania miłości Boga i bliźniego. Warunki umożliwiające udział w królestwie utożsamiają się z wymogami wynikającymi z egzystencji chrześcijańskiej. Dlatego też mówi się o różnym uzasadnianiu tych samych norm etyki chrześcijańskiej .
Głoszone przez Jezusa królestwo, podobnie jak u proroków, jest panowaniem Boga polegającym na obecności wśród ludzi prawdy i życia, świętości i łaski, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Królestwo Boże widziane od strony ludzi utożsamia się ze zbawieniem. Oznacza więc trwałe, wolne istnienie ludzkie, integralność i zgodność człowieka ze sobą samym oraz z innymi ludźmi. Takie pełne ludzkie szczęście możliwe jest tylko wtedy, gdy obejmuje ono najdalszą przyszłość. Głoszone przez Jezusa królestwo posiada i tę cechę. Jawi się ono zatem jako rzeczywistość wyzwalająca całościowo człowieka i umożliwiająca mu bycie szczęśliwym . Królestwo Boże jest darem Boga (por. Mt 20,1 16.23par) a nie dziełem człowieka i nie można wejść w jego posiadanie o własnych wyłącznie siłach. Można jednak i trzeba starać się o konieczne warunki umożliwiające udział w królestwie. Warunki te są trudne, ponieważ „ciasna jest brama i wąska droga” (Mt 7,14), które do królestwa prowadzą. Królestwo jednak jest jak skarb ukryty w roli (por. Mt 13,44) i drogocenna perła (por. Mt 13,45), tzn. jest ogromną, owszem najwyższą wartością, dla której trzeba poświęcić wszystko a wyboru należy dokonać natychmiast. Ze względu na szczególne znaczenie królestwa Jezus przyznaje mu priorytet w życiu ludzkim: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga...” (Mt 6,33). Królestwo Boże stawia człowieka wobec określonych wymagań, słusznie więc można powiedzieć, że stanowi ono kryterium życia moralnego .
Moralność chrześcijańska widziana jako wymagania królestwa Bożego nie stoi w opozycji do tego, co na jej temat zostało powiedziane w poprzednio. Owszem, jest to ta sama etyka Ludu Bożego o charakterze eklezjalnym. Istotną cechą Kościoła jest przecież jego eschatologiczne ukierunkowanie. Celem Kościoła, powszechnego sakramentu zbawienia, jest prowadzenie ludzi do zjednoczenia z Bogiem. Etyka królestwa Bożego uzupełnia moralność wynikającą ze sposobu istnienia członków Kościoła oraz z ich uczestnictwa w zbawczej funkcji Kościoła. Ukazuje ona królestwo Boże jako cel całego Ludu Bożego i poszczególnych jego członków, który stawia przed nimi określone wymagania i dlatego stanowi źródło powinności moralnej. Treść tych wymagań utożsamia się zasadniczo z treścią zobowiązań wynikających ze sposobu chrześcijańskiego istnienia czy udziału w zbawczej funkcji Kościoła. Inny jest natomiast punkt wyjścia. Jeżeli chrześcijanin będzie przestrzegał norm wynikających z godności osoby i egzystencji chrześcijańskiej, jeżeli będzie postępował według Ducha, jego udziałem stanie się królestwo Boże. I odwrotnie, chrześcijanin tylko wtedy będzie przestrzegał wymagań królestwa Bożego, gdy pozostanie w zgodności ze swoją ludzką godnością i swoją tożsamością chrześcijańską. Etyka królestwa Bożego jest tą samą etyką Ludu Bożego widzianą z innej perspektywy. Elementem łączącym różne aspekty moralności Ludu Bożego jest to samo przykazanie miłości Boga i bliźniego, które wynika z tożsamości chrześcijańskiej i stanowi podstawowy wymóg królestwa.


Doświadczenie nocy ciemnej w życiu osób świeckich
O. Andrzej Ruszała OCD
Referat wygłoszony na konferencji ORRK: „Nowe wezwania dla duchowości osób świeckich”, Warszawa, 22 lutego 2003 r.

Pojęcie nocy ciemnej do języka duchowości i życia duchowego zostało wprowadzone przez św. Jana od Krzyża i jest pojęciem, które zrobiło – jeśli tak można powiedzieć – wielką karierę, poszerzając przy okazji swoje początkowe znaczenie. Jan od Krzyża zasadniczo odnosi pojęcie nocy do szczególnej interwencji Boga w życie człowieka, mającej na celu oczyszczenie jego serca, umocnienie jego wiary, nadziei i miłości i poprzez ten wpływ – zwany również kontemplacyjnym – doprowadzenie do o wiele głębszej jeszcze zażyłości z Bogiem, aż do pełni zjednoczenia z Nim.
Obecnie często noc ciemna w odniesieniu do życia duchowego kojarzy się ogólnie z kryzysem. A zatem pojęcie to odnoszone jest do tego wszystkiego, co w naszym życiu duchowym i naszej relacji z Bogiem trudne i bolesne, co jest wewnętrzną ciemnością, cierpieniem, oschłością w życiu duchowym, co jest niepowodzeniem w relacjach z bliźnimi, w pełnionych posługach, co przejawia się różnorodnymi pokusami, ogólnym zmęczeniem i zniechęceniem praktykami religijnymi, czy wręcz poczuciem braku sensu tego, co się robi w życiu, a nawet samego życia, i to zarówno na płaszczyźnie osobistej, rodzinnej, zawodowej, społecznej. Wyrażenie „noc” stało się więc swoistym hasłem-kluczem, za pomocą którego w sposób krótki wyrażamy i rozumiemy całą złożoność stanu duchowego, jaki przeżywamy. W nocy jest ciemno, brakuje światła, stąd też wszystko inne, co za dnia jest dobrze widoczne, przyjazne nam i bliskie, w nocy staje się obce, groźne, napawające lękiem.
Istota doświadczenia nocy jest jednakowa, bez względu na stan życia osoby je przeżywającej, różni się jednak zwykle zewnętrznymi okolicznościami, w jakich się przejawia. Spróbujmy więc przedstawić najpierw to, co istotne dla wszystkich doświadczeń nocy, a następnie to, co w nim specyficzne dla osób świeckich.

1. Przyczyny „nocy”
Jak pokazuje doświadczenie, przyczyny tego co potocznie określamy jako noc mogą być różne, w związku z czym różne też będą środki zaradcze na to, aby tego rodzaju sytuacja kryzysowa stała ewangelicznym talentem, który „puszczony w obieg”, a więc przeżyty w sposób właściwy, stanie się środkiem głębszej przemiany naszego życia i pogłębienia naszej relacji z Bogiem. Generalnie rzecz biorąc przyczyny kryzysu, którego doświadczamy, mogą być zupełnie naturalne, tkwiące w nas samych, bądź też przyczyną może być Bóg, który dla pociągnięcia nas ku sobie, paradoksalnie posługuje się tym właśnie środkiem, i wtedy mamy do czynienia z tym klasycznym pojęciem nocy ciemnej, opisanej przez św. Jana od Krzyża.

1.1. Przyczyny naturalne
Zasadniczo przyczyny te można sprowadzić do dwóch rodzajów: przyczyn natury psychofizycznej, oraz moralnej. Najczęstsze przyczyny natury psychofizycznej, powodujące ogólny rozstrój psychiczno-duchowy, odbijający się również w naszym życiu duchowym to: słaba kondycja psychofizyczna, a zwłaszcza różne formy neurastenii, przejawiające się w melancholii oraz uczuciu zmęczenia fizycznego i psychicznego, ponadto napięcia i przeciążenie związane z pracą, obowiązkami, stresy, itp. Jako przyczyny natury moralnej można by wymienić niewłaściwe zrozumienie i praktykowanie modlitwy, w której bardziej szukamy doskonałego skupienia, przesadnie koncentrując się na metodach doń prowadzących, niż na samym Bogu.
Ponadto opisane negatywne skutki sytuacji kryzysowej może sprawić świadoma niewierność Bogu w jakiejś dziedzinie naszego życia, przejawiająca się w grzechach czy niedoskonałościach, na które świadomie zezwalamy, nie próbując ich przezwyciężyć. Może to być nieuporządkowane przywiązanie emocjonalne do osób, rzeczy, do własnego zdania, nieopanowane pragnienie, by wszystko widzieć, słyszeć, wiedzieć, a nawet niewłaściwe, zmysłowe podejście do pewnych form modlitwy czy w ogóle pobożności, niewłaściwe pragnienie darów charyzmatycznych bądź też niewłaściwe posługiwanie się nimi.
Wszystko to, nawet, jeśli obiektywnie nie dotyczy spraw wielkich, jeżeli jednak jest świadomie akceptowane, z czasem staje się skutecznym środkiem powodującym letniość, a następnie oziębłość duchową. I nie można się temu dziwić, tłumacząc być może, że te świadomie pielęgnowane niewierności nie dotyczą materii ciężkiej, gdyż - jak pisze św. Jan od Krzyża – „wszystko jedno, czy ptak będzie uwiązany tylko cienką nitką czy grubą, bo jedna i druga go krępuje; dopóki nie zerwie jednej czy drugiej, nie będzie mógł wzlecieć swobodny” . Tu właśnie tkwi przyczyna częstego negatywnego i niewłaściwego doświadczenia sytuacji nocy oraz pozbawienia łask właściwych wytrwale praktykowanej modlitwie, zaangażowaniu rodzinnemu, duszpasterskiemu, zawodowemu czy społecznemu, takich jak np. wewnętrzne umocnienie, pociecha, światło, gorliwość oraz wierność.

1.2. Bóg
Często zdarza się jednak, że psychologiczne objawy kryzysu na pierwszy rzut oka podobne do tych, wywołanych przez przyczyny naturalne, sprawia sam Bóg. Zwykle też do takiej właśnie sytuacji odnosimy wyrażenie „noc ciemna”, które staje się wręcz synonimem próby zesłanej przez Boga. Bóg może zabrać wszelkie pociechy i uczuciowe podpórki, oraz pogrążyć człowieka w oschłości i ciemności, i niekoniecznie musi to być przejawem Jego kary, lecz sprawdza On w ten sposób czystość intencji człowieka, jego wierność, miłość i bezinteresowność. Co więcej, jak pouczają święci – a zwłaszcza wspomniany już św. Jan od Krzyża, często tego typu zachowanie się Boga jest przejawem Jego szczególnej łaskawości wobec człowieka, którego chce wprowadzić w głębszą, bardziej zażyłą relację z sobą.
Dotychczasowy sposób kontaktu z Bogiem polegał głównie na aktywności człowieka, posługującego się w modlitwie wyobraźnią, rozumowaniem i uczuciami, co dawało mu wiele zadowolenia, pociechy i umocnienia wewnętrznego z praktyk pobożności, które spełniał. Jakkolwiek ten sposób komunikowania się z Bogiem na tym początkowym etapie był owocny, to jednak, obiektywnie rzecz biorąc, był jeszcze bardzo niedoskonały. Według św. Jana od Krzyża dzieje się tak dlatego, że początkujący «pobudzeni do... ćwiczeń duchowych przez pociechę i upodobanie, jakie w nich znajdują, a nie przyzwyczajeni do cnót przez zaciętą walkę, pełni są niedoskonałości i błędów w swych duchowych ćwiczeniach. Ostatecznie bowiem każdy postępuje stosownie do stanu doskonałości, jaki posiada» (NC I,1,3). Ponadto, opisany sposób kontaktu z Bogiem jest niedoskonały ze względu na niedoskonałość wiary, która jest «jedynym najodpowiedniejszym środkiem do zjednoczenia duszy z Bogiem» (DGK II,9,1). Wiara zatem dosięga Boga takim, jakim On rzeczywiście jest, podczas gdy wszystko to, co w modlitwie opartej na działaniu uczuć, wyobraźni i rozumowych rozważań możemy odczuć i pojąć o Bogu, nigdy nie jest Bogiem w rzeczywistości, gdyż On jest transcendentny, większy od jakiegokolwiek obrazu, pojęcia czy odczucia, które możemy wytworzyć.
Dlatego też Bóg, chcąc pogłębić więź z człowiekiem, w swej Boskiej pedagogii przejmuje inicjatywę i zmienia sposób komunikowania się z człowiekiem, wlewając w jego serce poznanie i miłość bez pośrednictwa zmysłów, wysiłku rozumowania i odczuwania, jak do tej pory, lecz w sposób bezpośredni, który określany jest jako kontemplacja. Ponieważ człowiek nie jest świadomy i przyzwyczajony do tego nowego sposobu udzielania się Boga, które pozbawia go pociechy płynącej z dotychczasowych form pobożności, pozostawiając duszę w oschłości i ciemności, więc cała ta sytuacja odbierana jest jako coś negatywnego, jako regres w życiu duchowym. Dlatego też to Boże działanie człowiek odbiera właśnie jako doświadczenie nocy.

2. Kryteria rozeznania przyczyn „nocy ciemnej”
Jest rzeczą jasną, że natura nocy wywołanej kontemplacyjnym wpływem Boga jest różna od tej, wywołanej którąś z przyczyn naturalnych. Stąd też, również psychologiczne objawy obydwu doświadczeń, jakkolwiek na pierwszy rzut oka mogą się wydawać zbieżne, to jednak przy dogłębniejszej analizie różnią się między sobą. Świadomość tych różnic i obserwacja psychologicznych przejawów kryzysu w relacji z Bogiem stanowi zbiór kryteriów, dzięki którym można odróżnić noc spowodowaną przyczynami naturalnymi od tej, która jest chciana i wywołana przez Boga.
Św. Jan od Krzyża w Nocy ciemnej oraz w Drodze na Górę Karmel podaje trzy ważne znaki rozpoznawcze odróżniające kryzys w życiu duchowym wywołany działaniem Bożym od kryzysu spowodowanego przyczynami naturalnymi:
1) «Pierwszym znakiem jest to, że jak dusza nie znajduje upodobania i pociechy w rzeczach Bożych, tak również nie znajduje ich w żadnej z rzeczy stworzonych» (NC I,9,2). Pojawia się więc kryzys afektywności obejmujący wszystkie wymiary i dziedziny życia człowieka, zarówno sferę relacji ze światem i innymi osobami, jak i z Bogiem. Naturalna aktywność pożądań, upodobań, skłonności uczuciowych zostaje niejako zablokowana, co rodzi doświadczenie oschłości, goryczy, niesmaku zniechęcenia i uczuciowej pustki (por. także NC I,8,3). Ważne w tym kryterium jest to, że oschłość ta i wewnętrzny niesmak dotyczy również "rzeczy światowych", jeśliby bowiem oschłość ta była skutkiem grzechu lub świadomie pielęgnowanych niedoskonałości, prowadzących do zawinionego stanu oziębłości duchowej, to dusza czułaby pewną naturalną skłonność ku tym rzeczom.
2) «Drugim znakiem potwierdzającym, że to oczyszczenie wynika z ciemnej nocy, jest ciągłe zwracanie pamięci ku Bogu, z zatroskaniem i bolesną uwagą, gdyż dusza sądzi, że nie służy należycie Bogu, ale się cofa, skoro odczuwa to zniechęcenie w rzeczach Bożych» (NC I,9,3). To «zatroskanie» i «bolesna uwaga» są kolejnym powodem wewnętrznych udręk dla człowieka i pewnego napięcia uczuciowego. Są one jednak pewnym znakiem, że ta uczuciowa oschłość i zniechęcenie nie pochodzą z oziębłości, której cechą charakterystyczną jest niedbałość i brak gorliwości i pilności w służbie Bożej, ani też z neurastenii ani innych tego rodzaju przyczyn psychofizycznych, gdyż w tym przypadku człowiek nie odczuwałby tego bolesnego zatroskania, że utracił dotychczasową relację z Bogiem, na którym tak bardzo mu zależy.
3) «Trzeci znak, po którym dusza poznaje, że jest to oczyszczenie zmysłów, polega na tym, że chociaż dusza wiele czyni ze swej strony, nie może już rozmyślać ani rozważać przy użyciu wyobraźni, jak to przedtem czyniła» (NC I,9,8). Tak więc wyobraźnia zostaje niejako zablokowana w swej naturalnej działalności, a ponieważ od jej działania zależy proces rozważania, jak również poruszenia w sferze afektywnej, stąd też ogólna niemoc i rozstrój dotyczy wszystkich tych władz. Trwałość niemożliwości posługiwania się tymi władzami i związanej z tym oschłości jest znakiem na to, iż stan ten nie wypływa z żadnej okresowej niedyspozycji fizycznej czy psychicznej, gdyż po jej zniknięciu dusza mogłaby wrócić do rozmyślania, w którym jej władze i uczucia znajdowały oparcie (por. NC I,9,9).
Przedstawione tu znaki, z niewielkimi zmianami, narzuconymi przez nieco inne okoliczności, zostają powtórzone w Drodze na Górę Karmel (DGK II,13). Największa różnica dotyczy drugiego znaku, który w Drodze na Górę Karmel przybiera postać „miłosnej uwagi”, «w wewnętrznym pokoju, ukojeniu i odpocznieniu» (DGK II,13,4), gdy tymczasem w Nocy Ciemnej jawi się jako autentyczna miłość, ale pełna oschłości i przygnębienia. Psychologiczne odczucie jest więc odmienne, choć w istocie chodzi o tę samą przyczynę je wywołującą. Zwykle w początkach przeważają negatywne uczucia oschłości i udręki wynikające z nieprzystosowania się duszy do tego nowego udzielania się Boga, kiedy zaś dusza go zaakceptuje i współpracuje z nim, wówczas coraz częściej zaczyna doświadczać wewnętrznego ukojenia i uciszenia.
Wzięte razem, powyższe kryteria dają moralną pewność, że kryzys modlitwy i związany z nią kryzys afektywności nie są wynikiem innych, naturalnych przyczyn, lecz szczególnej interwencji Bożej.

3. Przejawy nocy ciemnej w życiu osób świeckich
Chociaż kryzys nocy, spowodowanej nowym, kontemplacyjnym udzielaniem się Boga człowiekowi najwcześniej daje się zauważyć w dziedzinie modlitwy, to jednak nie należy sądzić, że dotyczy on tylko tej płaszczyzny. Św. Jan od Krzyża pisze, że doświadczeniu nocy często towarzyszy występowanie wzmożonych pokus, np. przeciwko czystości lub pokus bluźnierczych względem Boga, bądź też rodzących się w sumieniu skrupułów. Tego rodzaju doświadczenia nocy, ponieważ dotyczą modlitwy i duchowej relacji z Bogiem, do której powołani są wszyscy wierzący, a więc zarówno duchowni, osoby zakonne, jak i osoby świeckie, mogą być udziałem wszystkich bez wyjątku.
Oprócz tego Bóg, dopełniając dzieła oczyszczenia i uświęcenia człowieka, posługuje się sytuacją i okolicznościami życia konkretnej osoby, czy nawet epoki, w jakiej danym osobom przychodzi żyć. Ponieważ naturalnym środowiskiem życia osób świeckich jest życie rodzinne, zawodowe, zaangażowanie społeczne, a także zaangażowanie w życie Kościoła, stąd też należy oczekiwać, że te wszystkie obszary naszego życia, Bóg również wykorzysta w dziele naszego oczyszczenia i uświęcenia.
Posługuje się przy tym często wydarzeniami, na które nie mamy wpływu, jak np. choroba nasza, albo choroba, czy nawet śmierć kogoś bliskiego, wykorzystuje też ludzką złośliwość i niewierność, zwłaszcza może tych, na których liczyliśmy, pozwala doświadczyć nieraz bardzo dużych trudności w relacjach rodzinnych czy we wspólnocie, niepowodzeń w pracy zawodowej, w zaangażowaniu społecznym bądź też w zaangażowaniu w życie Kościoła. Bóg to wszystko dopuszcza, aby człowiek nauczył się opierać w swym życiu ostatecznie na Nim samym, a nie na takich czy innych ludzkich „podpórkach”, układach, kalkulacjach. To wszystko są obszary naszego przeżywania „nocy ciemnej” w życiu codziennym, ta noc nie dokonuje się gdzieś w „zaświatach”, lecz dotyka nas w konkretach naszej codziennej egzystencji. Przeżywane trudności zewnętrzne wpływają też zazwyczaj na trudności w naszej relacji z Bogiem, stąd też trzy znaki obecności nocy ciemnej, które przedstawialiśmy w odniesieniu do modlitwy i życia duchowego, aktualne są również w jakiś sposób w odniesieniu do tych zewnętrznych przejawów nocy, a zwłaszcza drugi znak, polegający na ciągłym zwracaniu się z udręką, bolesną a jednocześnie miłującą obawą w przeżywanych trudnościach do Boga, którego nie chcemy utracić, a któremu chcemy być wierni.
Kształt doświadczenia nocy ciemnej zależy nie tylko od osobistej sytuacji życiowej człowieka, ale także od epoki, w której żyjemy, a zwłaszcza mentalności tejże epoki i jej odniesienia do Boga. Zauważmy, że np. dla Jana od Krzyża, żyjącego w bardzo katolickim środowisku XVI-wiecznej Hiszpanii, gdzie władza świecka była mocno związana z Kościołem, Bóg nocy to Bóg dobrze znany i ukochany, lecz ukryty i poszukiwany z bólem. Takiego właśnie Boga przedstawia św. Jan od Krzyża w swoich pismach. Ale widzimy już kilka wieków później, że dla np. św. Teresy od Dzieciątka Jezus, żyjącej w antyklerykalnym klimacie XIX-wiecznej Francji, noc ciemna to nie tyle poszukiwanie Boga, który się ukrył, lecz walka z pokusą nieistnienia Boga i wszystkiego, co nadprzyrodzone. To jest owo zasiadanie „przy stole grzeszników”, które było bolesnym doświadczeniem Teresy, zwłaszcza w ostatnim roku jej życia.
Jeszcze inaczej przeżywa fenomen drogi przez noc prawie współczesna nam św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein). Noc nabiera dla niej wymiaru nie tylko osobistego lecz kolektywnego; cały naród żydowski i Europa pogrążyli się w nocy nienawiści i przemocy, wywołanej przez wrogą Bogu i człowiekowi ideologię. Ona sama ma w tej nocy swój udział; ta noc, która doprowadzi ją do Auschwitz, doprowadzi ją jednocześnie w szybki sposób do pełni chrześcijańskiej dojrzałości i świętości, a ostatecznie do Boga.
Czasy, w których nam przychodzi żyć, też można postrzegać w kategorii swoistej nocy epokowej. Ojciec Święty Jan Paweł II w liście wydanym z okazji 400-lecia śmierci św. Jana od Krzyża, odwołując się do symbolu nocy ciemnej nadaje mu również charakter «doświadczenia zbiorowego» . Na pewno jest to innego rodzaju noc niż w czasach św. Jana od Krzyża, św. Teresy od Dzieciątka Jezus, czy Edyty Stein. We współczesnej epoce, którą często określa się jako postmodernistyczną, nie atakuje się już może Boga tak bardzo wprost, jak kiedyś, ale raczej próbuje się urządzić życie tak, jakby On wcale nie istniał. Ma to wielki wpływ na różne sprawy: na pojęcie sensu życia, cierpienia, koncepcję człowieka oraz stosunku do niego, na podejście do życia ludzkiego, do dóbr materialnych. Papież pisze: „cierpienia fizyczne, moralne czy duchowe, jak choroba, plaga głodu, wojna, niesprawiedliwość, samotność, brak sensu życia, kruchość ludzkiego istnienia, bolesne doświadczenie grzechu, pozorna nieobecność Boga są dla wierzącego doświadczeniem oczyszczającym, które można nazwać nocą wiary” . W kluczu zbiorowego doświadczenia nocy ciemnej patrzy Ojciec Święty również na takie zjawiska współczesnego świata jak: sekularyzacja i laicyzacja, materializm praktyczny, absolutyzacja ludzkiej wolności, brak szacunku wobec życia ludzkiego, zanegowanie wartości małżeństwa i rodziny, itp.

4. Środki zaradcze
Sposób zachowania się w doświadczeniu „nocy” zależny jest od rozpoznanych przyczyn, które ją wywołują. Rozpoznanie to powinno się dokonywać na podstawie wcześniej przedstawionych kryteriów, w wewnętrznej uczciwości i postawie rozeznania, w miarę możliwości szukając również światła u innych, odpowiednich ku temu osób we wspólnocie Kościoła. Inne środki zaradcze należy podjąć, przekonawszy się, że kryzys duchowy spowodowany jest przez przyczyny naturalne, inną zaś postawę wewnętrzną należy przyjąć, gdy „noc” wywołana jest czy dopuszczona przez samego Boga, zarówno w jej przejawach wewnętrznych, jak i zewnętrznych: w życiu osobistym bądź społecznym, czy nawet epokowym.

4.1. Przy przyczynach naturalnych
Przy objawach kryzysu wywołanego przez niedyspozycję fizyczną należy przede wszystkim w sposób właściwy zadbać o zdrowie. Czasami wystarczy tu trochę wypoczynku. Jeśli sytuacja kryzysowa spowodowana jest nadmiernym i przedłużającym się zmęczeniem psychicznym lub fizycznym, wówczas zdrowy rozsądek podpowiada, że remedium należy szukać we właściwym przeprofilowaniu aktywności zewnętrznej.
Jeżeli przyczyną objawów „nocy” jest duchowe lenistwo, niewierność łasce, zaniedbywanie sakramentów, modlitwy i innych praktyk duchowych, grzech lub nieuporządkowane przywiązanie do jakiejś rzeczy, a wszystko to zwykle prowadzi do oziębłości wobec Boga i do osłabienia relacji z Nim, wówczas z całych sił i używając wszelkich możliwych sposobów, z wiernością i ascezą na czele, należy dążyć do obudzenia w duszy pozytywnego pragnienia Boga i bliskiej relacji z Nim.
Jeżeli mimo zastosowanych środków i szczerego pragnienia bliskości Boga doświadczenie to trwa, wtedy w modlitwie, w której kryzys staje się szczególnie widoczny, należy uciekać się do form bardziej prostych niż modlitwa myślna, takich jak np. zatrzymanie się nad krótkim fragmentem z Pisma Świętego i powolne  powtarzanie go, posłużenie się gotowymi już formami modlitwy słownej bądź liturgicznej. W ciągu dnia należy starać się o trwanie w Bożej obecności dopomagając sobie w tym przez częste akty strzeliste - krótkie wzniesienia umysłu i serca do Boga, w miarę możności również przez nawiedzenie Najświętszego Sakramentu. Ten sam sposób postępowania dotyczy tych przypadków, gdy nie jest możliwe ograniczenie ilości zajęć zewnętrznych, ponieważ są one narzucone przez sytuację, okoliczności, na które nie mamy wpływu, czy przez podjęte zobowiązania bądź posłuszeństwo.

4.2. Przy bezpośredniej ingerencji Boga
Kiedy w rozeznaniu w oparciu o przytoczone wcześniej kryteria nabiera się dostatecznej pewności, że doświadczenie nocy spowodowane jest przez nowy, kontemplacyjny sposób udzielania się Boga, należy przyjąć to jako jedną z większych łask Bożych, bo tak jest w istocie. Ogólną zasadę, jaką stawia św. Jan od Krzyża odnośnie zachowania się podczas kontemplacyjnego doświadczenia kryzysu, który on nazywa nocą ciemną, jest ta, aby to tajemne oczyszczające działanie Boga uszanować i nie przeszkadzać mu (por. NC I,10,1.5). Skoro więc osoby nie mogą już rozmyślać ani nie odczuwają smaku w żadnych szczegółowych rozważaniach, nie powinny na siłę wracać do tego typu rozważań, męcząc się przy tym, lecz trzeba podjąć nową, uproszczoną formę modlitwy. Natomiast każdy wysiłek, by odczuwać i kosztować Boga rozprasza i niepokoi duszę, «wyprowadzając ją z tego spokojnego ukojenia i słodkiego odpocznienia kontemplacji, jaka się jej udziela» (NC I,10,4). Początkujący kontemplatycy niech więc raczej «pozwolą trwać duszy w spoczynku i ukojeniu, choćby się im wydawało, że nic nie czynią, tylko czas tracą» (tamże).
Bardzo pomocnym dla takich osób jest trwanie we wspólnocie Kościoła – właśnie w ramach parafii, ruchu, stowarzyszenia czy grupy modlitewnej, w której realizujemy nasze powołanie chrześcijańskie.
Dobrą rzeczą byłoby również znalezienie doświadczonego kierownika duchowego . Jest to związane z ciągłą możliwością regresu w życiu duchowym: «Jeśli dusze będące w tym stanie nie znajdą kogoś, kto by je zrozumiał, będą się cofały, zejdą z drogi lub na niej osłabną» (NC I,10,2). Inny powód to potrzeba współdziałania w rozwoju kontemplacji wlanej, jako że samo światło wlane na tym początkowym etapie jest jeszcze za słabe, by ogarnąć całą duszę i pociągnąć ją ku nowym drogom. Jedną z form tego współdziałania jest właśnie kierownictwo duchowe. Kolejną przyczyną jest sam stan psychiczny osób doznających oczyszczenia w nocy ciemnej. Martwią się one z powodu obawy, że się zagubili na drodze Bożej, że utracili dobro duchowe i że Bóg ich opuścił. Przez usiłowanie rozmyślania i wzbudzania uczuć na modlitwie męczą się i odczuwają wielkie niezadowolenie (por. NC I,10,1). Potrzeba wówczas pomocy ze strony człowieka obdarzonego większym światłem, który by potrafił umocnić, doprowadzić do równowagi wewnętrznej, chroniąc tym samym psychikę przed rozchwianiem.
Postawą charakteryzującą osoby, które Bóg poddaje biernemu oczyszczeniu powinno być trwanie w cierpliwości i spokojnej ufności w Bogu: «ci, którzy znajdują się w takim stanie, powinni podnieść się na duchu i trwać w cierpliwości, porzucając troskę. Niech ufają, że Bóg nie opuszcza tych, którzy Go szukają prostym i szczerym sercem, ani też nie odmówi im potrzebnej pomocy na tej drodze» (NC I,10,3). Należy więc szanować Bożą ingerencję podczas nocy biernej, ulegle i milcząco poddając swoje działanie działaniu Bożemu. Nie powinno się ulegać pokusie, że lepiej byłoby się czym innym zająć, skoro na modlitwie nie można już nic czynić ani myśleć (por. NC I,10,4). Potrzeba tu trwania w pokoju wewnętrznym, oraz cierpliwego znoszenia siebie. Potrzeba po to, aby przez nieopatrzne działanie nie przeszkadzać wielkiemu dziełu, którego Bóg dokonuje w głębi naszego serca (por. NC I,10,5). Potrzeba cierpliwości, wytrwałości i ufności wobec Boga dotyczy także wszelkich negatywnych doświadczeń zewnętrznych w naszym życiu osobistym czy społecznym, na które wprost nie mamy wpływu. One – także w tym zbiorowym, kolektywnym wymiarze - często również stanowią część Bożej pedagogii wobec nas i domagają się właściwej postawy, dzięki której przyczynią się do duchowego wzrostu.
Na koniec należy stwierdzić, że bez względu na to jaki byłby cel, dla którego Bóg dopuścił lub chciał nocy w życiu duchowym, nigdy nie powinno się zaniedbywać kontaktu z Nim, a zwłaszcza modlitwy. Należy cierpliwie wytrwać w niej, także w okresach przedłużającej się próby, ciemności, oschłości, poczucia własnej niemocy, trudności w relacjach z innymi, niepowodzeniach w pracy czy zaangażowaniu społecznym, kiedy to faktycznie może pojawić się pokusa ucieczki od modlitwy. Wtedy właśnie nie należy tracić odwagi lecz wytrwać, będąc pewnym, że wierność na nowo wyjedna łaskę Bożej obecności, być może na nowym, głębszym poziomie. Doświadczenie nocy, jakakolwiek byłaby jego przyczyna, nigdy nie powinno być pretekstem do porzucenia modlitwy czy wręcz odejścia od Boga. Tak samo nie powinno być powodem do rezygnacji z podjętych wcześniej z odpowiednim rozeznaniem zaangażowań w różnych dziedzinach naszego życia. Jeżeli więc, mimo naszych starań, nie możemy się modlić, ani uwolnić od tego co trudne w naszym życiu, nie należy tracić ufności, lecz ofiarować Bogu swoje ubóstwo, jakiego się doświadcza. Taka postawa i modlitwa w tym stanie, choć wydają się ubogie, nic nie tracą na swej wartości, bo Bogu zależy przede wszystkim na szczerości serca, wytrwałości i wierności, poprzez które człowiek wyraża swą miłość, ofiarowuje Mu swój czas i siebie samego, bez względu na jakiekolwiek wewnętrzne czy zewnętrzne okoliczności.


Aktualności ORRK

Oświadczenie w sprawie braku wartości religijnych
w projekcie Konstytucji Europejskiej

Ogólnopolska Rada Ruchów Katolickich wyraża zaniepokojenie nieuwzględnieniem wartości religijnych w projekcie Konstytucji Europejskiej. Pominięcie tych wartości wśród wielu innych wymienionych w projekcie, a  tworzących dzisiejszą Europę, odczytujemy jako przejaw dyskryminacji ludzi wierzących.
Domagamy się uwzględnienia w Konstytucji wartości religijnych, w tym także „Invocatio Dei”. Oczekujemy również zagwarantowania w przyszłym projekcie prawnego statusu Kościołów i związków wyznaniowych.
Zespół Koordynujący Ogólnopolską Radą Ruchów Katolickich
Warszawa, 13 lutego 2003 r.

Apel Rady Ruchów Katolickich w sprawie
konfliktu wokół Iraku

Jesteśmy bardzo zaniepokojeni sytuacją, jaka zaistniała w związku z konfliktem wokół Iraku. Apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli, szczególnie do polityków, aby nie ustawali w staraniach zmierzających do rozwiązania tego konfliktu droga pokojową. Wojna nie rozwiązuje konfliktów, tylko je potęguje, siejąc śmierć i zniszczenie wśród mieszkańców. Naszymi modlitwami wspieramy wysiłki Stolicy Apostolskiej, zmierzające do rozwiązania tego konfliktu droga dyplomatyczną.
Prosimy jednocześnie członków Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich o wytrwałą modlitwę, zarówno indywidualną, jak i wspólną, w intencji pokoju na świecie, szczególnie w Iraku i Ziemi Świętej.

W imieniu Ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich
Zespół Koordynujący ORRK
Warszawa, 13 lutego 2003 r.

Inspiracje

Chrześcijański kształt patriotyzmu

Wstęp

Ożywienie postaw patriotycznych i poczucia świadomości narodowej, które obserwujemy w Polsce w ostatnich latach jest zjawiskiem bardzo pozytywnym. Miłość ojczyzny, umiłowanie rodzimej kultury i tradycji nie dotyczy bowiem wyłącznie przeszłości, ale ściśle się wiąże z naszą dzisiejszą zdolnością do ofiarnego i solidarnego budowania wspólnego dobra.

Papież Franciszek na Wawelu, 27.07.2016

Panie Prezydencie, Czcigodni przedstawiciele władz,
Szanowni Członkowie Korpusu Dyplomatycznego,
Wasze Magnificencje, Szanowni Państwo,

Pozdrawiam z szacunkiem Pana Prezydenta i dziękuję mu za wielkoduszne przyjęcie oraz uprzejme słowa. Z radością pozdrawiam dostojnych członków Rządu i Parlamentu,

 Rolą duchownego nie jest mówienie świeckim, co mają mówić i robić w życiu publicznym - wskazał papież Franciszek w liście do kard. Marca Ouelleta, przewodniczącego Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej. Zawiera on papieskie refleksje po marcowym zgromadzeniu plenarnym Komisji, poświęconym „niezbędnemu zaangażowaniu wiernych świeckich w życie publicznym państw latynoamerykańskich".